Szkoły miejskie poczęły się mnożyć po miastach na prawie magdeburskim, szkoły parafialne przy kościołach parafialnych. Nauczycieli na prawie magdeburskim mianował urząd miejski - Curia civitatis lub oppidi. W szkołach tych uczono polskiego, niemieckiego, czytania, pisania, katechizmu, liturgii i gramatyki łacińskiej, rachunku. Szkoły miejskie upadły za czasów najazdu szwedzkiego, podniosły się znów za Sasów.
Czy mamy jaki ślad o mrzygłodzkiej szkole miejskiej z czasów Polski? Tak! Wiemy, że w roku 1664 rektorem szkoły miejskiej był Jan Kaszuba. Dowiadujemy się z metryki tegoż roku, gdzie z okazji chrztu syna swego Tomasza, Jan Kaszuba zapisany jest rector scholae in Tyrawa. Syna jego trzyma szlachcic z miasteczka. Tyle wzmianki o mrzygłodzkiej szkole za czasów Polski.
O późniejszym stanie dowiadujemy się z pozostałego urywku kroniki szkolnej i protokółów Rady Gminnej od roku 1865 do 1880. Z roku 1865 zachował się urywek kroniki: "dzieci mrzygłodzkich mieszkańców pobierały naukę religii rzymsko-katolickiej, czytania, pisania, polskiego i niemieckiego i rachunków od światłych mieszkańców gminy Mrzygłodu, którzy do tego zawodu nie kształcili się w szkołach na ten cel założonych." Uczono w prywatnych domach, budynku szkolnego nie było. Plan w takiej wędrującej szkole wskazywałby na ciągłość, z małymi wyjątkami, z planem szkoły miejskiej w czasach niepodległości Ojczyzny., wskazywałby na żywą jeszcze jej tradycję. Wniosek stąd, że najwcześniej po zaborze Galicji upadła, czy też ją zwinięto. Bo gdyby upadek naszej szkoły datował się od czasu najazdu szwedzkiego, to przecież do lat pierwszej połowy XIX wieku nie dotrwałby ani jeden biegły w piśmie, tymczasem tych światłych mieszczan, o których urywek kroniki wspomina, było bardzo wielu. W ten, powyżej określony sposób, propagowała się sztuka czytania i pisania do roku 1865.
W tymże roku kasa gminna wypłaca z polecenia C.K. Starostwa burmistrzowi, Józefowi Adamowiczowi, 50 zł na budowę szkoły. Z zapisku Rady gminnej wynika, że szkoła pierwsza kosztowała 118 zł 18 ct. W tej to parafialnej szkole, jak ją akta gminne nazywają, płacono nauczycielowi, Janowi Biedze, rocznie 52 zł 50 ct. Sumę tę wypłaca w części kasa gminna, a resztę podług gruntu od 1865 do 1870 roku. Za rok 1870 następca Jana Biegi, Jan Niedzielski, pobiera już 82 zł, a w roku 1871 pensję nauczyciela podniesiono do 105 zł. Z tej kwoty 50 zł wypłaca Gmina, resztę mieszczanie bogatsi. Ubożsi, w liczbie 30, są zwolnieni od tego podatku na rzecz szkoły.
Nauczyciel, prócz tego powyższych 105 zł otrzymywał 4 korce żyta, 4 korce jęczmienia, i 4 kartofli od bogatszych mieszczan.
W roku 1871 wybrano pierwszą radę szkolną miejscową, przewodniczącym jej został Andrzej Dąbrowski, zastępcą Jan Kiczorowski.
Nauczyciel w tych latach był bardzo niepewny swojego stanowiska i bardzo zależny od szanownej gminnej rady i, jakby jej wydziału, Rady Szkolnej Miejskiej. Świadczy wymownie o tym posiedzenie rady gminnej z dnia 25 stycznia 1875 roku. Na tym posiedzeniu, Andrzej Głuszkiewicz, jako burmistrz, wnosi - ponieważ mieszkańcy Mrzygłodu uskarżają się, iż pan nauczyciel teraźniejszy, Jan Markiewicz, dzieci w szkole nie pilnuje w naukach, zaś po rusku Rusinów nie uczy - jak ma z tym pozostać? Rada gminna jednogłośnie uchwala - ponieważ w prawdzie nie tylko ludzie, mieszkańcy Mrzygłodu, ale jako i radni przekonawszy się, iż pan nauczyciel Jan Markiewicz z dziećmi w nauce mały postęp czyni z powodu rozrywek sobie czynionych, do tego ruskiego języka zgoła nie uczy - a zatem upoważniła burmistrza o wypowiedzenia służby nauczycielowi od półrocza szkolnego. Panowie Rada nie dają panu nauczycielowi dwu tygodni, by się rozglądnął i pomyślał, co ma zacząć od półrocza. Dwudziestego piątego uchwalają wypowiedzenie służby od półrocza, tj. od 1 lutego. Lecz nie dziwmy się. Wszak to temu blisko lat 40. Dawniejsze czasy, dawniejsi ludzie, dawniejsze stosunki i inny sposób życia, i inne załatwianie spraw.
Dzisiejsza szkoła to piękny piętrowy budynek o dwu siłach nauczycielskich. Plan naukowy w ostatnich latach zmieniony przez wprowadzenia języka ruskiego jako drugiego krajowego. Język ruski w mrzygłodzkiej szkole przechodzi częste fazy śmierci i odrodzenia. Wprowadzony w czasie powstania szkoły parafialnej nie miał on u nas podstaw i skutkiem tego ustępował on z planu praktycznego nauki. Lecz ile razy znalazła się grupa opozycyjna nauczycielowi, tyle razy wysuwano zaniedbanie języka ruskiego, jako działo na przeciwnika i z tego działa nań uderzano, rzucano gromy. Tak było na posiedzeniu 25 I 1875 roku. Z braku podstaw dla języka ruskiego w Mrzygłodzie nie słychać go w szkole przez lat przeszło 30. I znów kilku nie podoba się nauczyciel i skarga, że nie pełni obowiązku, a dalej cichaczem zrobiono petycję opatrzoną podpisami wyłudzonymi w zupełnie innej sprawie, w innym celu - że ludność domaga się w Mrzygłodzie ruskiego języka. Nadzieja, że nauczyciel nie umiejący ruskiego języka musi posadę opuścić. Nie opuścił mimo to tej posady: nie znający języka podjął się go nauczać. Skutek ten, że mimo nawet wewnętrznej niechęci do wprowadzenia tego języka, język ten wszedł w plan nauki szkolnej, ten język, który nie znalazł się w szkole miejskiej za czasów Rzeczypospolitej Polskiej, nie znalazł się w szkole do roku 1865.
Szkoła była wyrazem potrzeb oświaty ze strony [m]rzygłodzian. Nie wprowadziła tego języka, bo go potrzeba nie wywołała. Mrzygłód, miasteczko rdzennie polskie o kilku Rusinach przyznających się całkowicie do Polski. Nazwiska Rusinów: Żywicki, Małachowski, Stróżewski, Dobrzański, świadczą wymownie, że w niewytłumaczony sposób znaleźli się w obrządku greckim.
A czy szkoła w Mrzygłodzie spełniała swe zadanie? Bez wątpienia! Ten cały zastęp ludzi wyszłych z małej mieściny XIX wieku wskazuje, że [m]rzygłodzianie zasmakowawszy raz dobrej strawy nauki, łaknęli jej więcej, za nią przekraczali Karpaty, by tam, na węgierskiej stronie w mieście Bardylowie i innych zakładach wyższych, czerpać naukę pełną dłonią. A gdy otworzyły się zakłady w kraju, w nich zawsze spotkamy [m]rzygłodzian. Przemyśl, Rzeszów, a ostatnio Sanok to kolebka wiedzy inteligentnych synów Mrzygłodu. Jakiemu stanowi się poświęcali? Kapłaństwo było szczytem ich marzeń. Miasteczko nasze dostarczyło największego zastępu do stanu duchownego! Wszak Żołynia, [Kołaczyca], Leżańsk, Stara Sól, Dubiecko i inne szczycą się wielką ilością księży spośród siebie. I Mrzygłód nie został w tyle, w stosunku do ludności wielu wydał księży.
A czym się to zjawisko tłumaczy? Większym poziomem oświaty naszych miasteczek. Wówczas, gdy po wsiach szkół prawie że nie było, szła młodzież małomiasteczkowa do wyższych szkół. Z drugiej zaś strony poziom większy moralny i to gorące uczucie religijne, to przywiązanie do Kościoła, do jego obrzędów głębsze niż u młodzieży miast większych, kazało im pukać do wrót seminarium. Z naszego miasteczka wyszli znani nam księża: Biedzy, dalej ksiądz Józef i Karol Niedzielscy. Ten ostatni był to człowiek o niezwykłych zdolnościach, biblioman, obdarzony od Boga mówca, mógłby przy tych darach niezwyklych, przy ogromnej wiedzy i pięknej wymowie, według słów pewnego księdza dziekana żyjącego, sięgnąć po mitrę i pastorał biskupi. Ci, którzy go znali, opowiadają o jego wyniosłym wzroście, o pięknych rysach twarzy. Potęga jego ducha i wiedzy rywalizowała niejako z jego klasycznie piękną powierzchownością. Po rezygnacji z probostwa był wikarym w Zgłobniu i tam życie zakończył w rozstroju nerwowym.
Z pozostałych dziś na parafii i w zakonie to: x. Michał Lachiewicz, x. Jan Dąbrowski, T.J., x. L. Rudnicki, T.J., x. Jan Niedzielski, Reformat, x. Józef Michałkowski i x. Józef Wołyniec, ob. gr.
Długi szereg [m]rzygłodzian inteligentnych to nauczyciele ludowi. Inteligencja mrzygłodzka wyniosła z Mrzygłodu cechy swych ideałów narodowych i społecznych związanych z jej pochodzeniem, choć ją zdobi peleryna kanonika czy pas, a cech swych nie zatraca.
Komentarze mogą być dodawane tylko przez zalogowanych użytkowników. |