|
4. Środowisko handlu w okolicy - rękodzieło garncarskie |
|
Historia -
Kronika księdza Józefa Michałkowskiego
|
Mimo tych ustawicznych klęsk, Mrzygłód pozostał jednak środowiskiem ruchu handlowego i przemysłowego, w promieniu, jaki był uwzględniony przywilejami jarmarcznymi, w ogóle prawem kierującym przy zakładaniu miast. Wiemy, że w odległości bliższej niż dwie mile od jakiegoś miasta, inne miasto nie mogło się zakładać. Jaki wzgląd tym prawem kierował? Nic innego jak to, że dwa miasta blisko siebie nie mogły się rozwinąć. Uregulowanie jarmarków za Zygmunta I w roku 1547 dobrze wpłynęło na ruch handlowy w naszym miasteczku. Nadto warzelnie soli w Tyrawie Solnej, tuż przy Mrzygłodzie należące od roku 1600 do Królów Polskich, a tym samym podlegające urzędom w Mrzygłodzie, przyczyniły się niemało do ożywienia ruchu w mieście Tyrawie. Z żup ruskich w wielkiej ilości sól odchodziła galerami do Gdańska; w Mrzygłodzie zaś ładowano na galery sól z Tyrawy Solnej.
Mrzygłodzianie wyjeżdżali nieraz na galerach daleko na północ. Później atoli, gdy się rozwinął handel drzewem, spławiali je Sanem do Wisły. Swoim czy obcym flisakom śpiewali z brzegu:
Flisaki, flisaki, kupcie nam tabaki
Jak nam nie kupicie, to się potopicie.
Nadto mieliśmy fabrykę fajansu w Mrzygłodzie w XVII wieku i starszy od niej przemysł garncarski.
Ciekawy mrzygłodzianinie, zapytaj się czy były jakie sklepy, czy były jakie pokoje do śniadań?
Otóż zacytuję w odpowiedzi ustęp z regestrów złoczyńców grodu sanockiego. Zawiera on testament Iwana Wasiuty, cieśli mieszkającego w Tyrawie Solnej, zeznającego na męce w Sanoku we czwartek po św. Macieju w roku 1567, 27 lutego. "I tam zeznał, że wszystkie rzeczy, jakie u kowala Karola Barszcza ukradł - chusty białe i pas - u [...ckowej] w Tyrawie miasteczku za 15 groszy zastawił. Za to w Mrzygłodzie miał on ciężko odpokutować, gdy za ukradzenie koszuli obwieszon jest."
[...] roku 1455 [Lewko .... pociąga przed Gród .... ....] z Dobrej, że w jego restauracji bił i porozbijał rzeczy.
Dziś z tego wszystkiego zostało 9 jarmarków i czerepy, jak nazywają garnki. Zwinięto fabryki sztajnguta i fajansu, zabito źródła solne w Tyrawie. Kazano dalej dziś, jak dawniej, furze z garnkami obszytej słomą toczyć się po drodze do Sanoka, Liska, Ustrzyk i innych sąsiednich miasteczek.
Rękodzieło garncarskie, mimo nieprzychylnych warunków, nie upada, bo trudno z drugiej strony znaleźć terenu dla garncarstwa doskonalszego jak Mrzygłód. Glina z dobroci swej i wyroby z niej mają już swoją sławę. Próbowano kilkanaście lat temu to wykorzystać i nasze rękodzieło popchnąć na lepsze tory. W tym celu wysłano kilku mieszczan garncarzy na kurs garncarstwa do Kołomyi. A jakiż skutek z tego? Otóż brak było u kursistów tej pięknej myśli organizatorskiej i zdolności, boć inaczej trudno sobie wytłumaczyć to zupełne niewykorzystanie nauki zdobytej na kursie. Jakkolwiek udowodnili wysłani na kurs, że nie próżnowali w Kołomyi - boć na wystawie we Lwowie w roku 1894 był kolos-garnek z Mrzygłodu, objętość jednego cetnara. To jednak wpływu żadnego na polepszenie garncarstwa nie zrobili. Sami pozostali przy swoich starych metodach, a innych nie nauczyli.
Prócz garncarstwa rozwija się druga gałąź przemysłu glinianego - cegielnia. Dziś z tego Mrzygłodu, z którego dawniej ciągnęły wozy sztajngut, fajans, cegłę i garnki - zostały tylko te ostatnie, by płakać nad lepszymi dla siebie czasami.
Komentarze mogą być dodawane tylko przez zalogowanych użytkowników. |