Mrzygłód, jak się przekonamy, nie założył się pod szczęśliwą gwiazdą. Był on wprawdzie w położeniu nadającym się na bardzo rozwijające się miasto, ale klęski elementarne częste i całkowite pożogi, napady, które szukały najlepszych i najbogatszych osad, były przyczyną, że nie mógł zdobyć dla siebie trwałego i silnego stanowiska.
I tak, w trzy lata po edykcie Jagiełły zakładającym miasto, mamy do zanotowania sprawę kryminalną. W dniu 12 listopada 1435 roku mieszczanie z Tyrawy, Klisz i Zajączek, oskarżają przed starostą sanockim [Rayda], Boriza i Dynga z Hłomczy o zamiar podpalenia całego miasta i spalenie ich domostw. Tego samego dnia, imieniem Najjaśniej Pani Królowej Zofii, Piotr Smoliński, kasztelan sanocki, Piotr Chełmiński, kasztelan połaniecki i urzędnik Kurii Królewskiej, Mikołaj Chrantowski, starosta sanocki - ogłosili tym obywatelom Królewskiego Miasta Tyrawy, którzy ponieśli szkody przez pożar - uwolnienie od wszelkiego czynszu.
Dowiadujemy się na tym miejscu o nazwiskach mrzygłodzkich mieszczan: Jan Blesk, Iwan, Piotr Zamber, Michał Niemiec, Jakub Szywacz, Jakub Cygan, Piotr Młynarz, Sempren Rusin, Jan Karsznia, Henryk Krawiec, Maciej Szindler, Piotr Dobrota, Miezek, Wilk. Ci mają zwolnienie od wszelkiego czynszu na lat 3, i ci wszyscy, którym się spaliły domostwa.
Z tego czasu, ale w innej sprawie, mamy znowu nazwiska mieszczan: Sowil, Wieczorek, Szafarz, Muszey, Kochan i Mikołaj Solandek, któremu gród sanocki restytuuje sławę poczciwego człowieka, a który był w opinii mężobójcy.
Sprawa wspomnianego spalenia Mrzygłodu zaczęła się wyjaśniać. Poszukiwano sprawców i prócz Boriza, Rayda i Dynga widzimy na ławie oskarżonych następujące osoby: Popow z Hłomczy, [Cheder] z Doliny, Ilko z Ulucza, Stayn z Tyrawy Górnej. Powiada akt dalej, że po Bożym Narodzeniu sam jeden z trzynastu Rayd z Hłomczy złożył taką przysięgę: "Tak mi pomagaj Boże i św. Dymitrze, że ja Tyrawy nie spaliłem i nie byłem żadną przyczyną i nie wiem, kto spalił, a jeśli niesprawiedliwie przysięgam, bodajbych nie był." To samo przysiągł Beriz ze swoimi świadkami. Co się z nimi stało, w aktach nie znalazłem notatki. Prawa w takich wypadkach były ostre, a haki w Sanoku często pracowały. Możliwym bardzo, że taki los ich spotkał.
Cierpi on w roku 1473, 1474 i 1475 na wielką posuchę, a za nią szedł głód i pomór ludzi powszechny w całej Polsce. Powiada autor materiałów Miłosławia ("Praca" 3.1909), że trudno się było czegoś spodziewać, gdy rzeka San i Wisła zupełnie wyschły.
Do tego, jakby na dobitek, w piątek po św. Michale, tegoż roku 1473, 1 października, wszyscy kmiecie z Hłomczy podają się jako zastaw za Mala, zwanego ["Nycczosch"], kmiecia z Hłomczy trzymanego w więzieniu jako posądzonego o spalenie Mrzygłodu. Obowiązują się go przywieźć gdyby to była prawda i zapłacić 60 marek. Hłomcza, jak widzimy, była plagą dla Mrzygłodu. Jakakolwiek skarga, a na ławie oskarżonych Hłomczanie.
Oto trochę humorystyczny wypadek. Starenus Maciej, zdaje się, że starosta - bo Starenus tytułowano starostę - dał termin w roku 1429 kmieciom z Hłomczy, by znaleźli tego, który koniom mieszkańców Mrzygłodu ogony poucinał; gdyby nie znaleźli mają przysiąc na żony i dzieci.
Rok 1492, 1498 notuje się napadem Tatarów i Turków i zniszczeniem całej Rusi.
Wiek XVI dla Mrzygłodu przeszedł bez większych wypadków i chcę twierdzić, że był to okres dla Mrzygłodu najpomyślniejszy.
Dopiero wiek XVII, i to zaraz na początku, jest dla Mrzygłodu wiekiem klęski. Jak czytamy w szkicach Szajnochy, ogromna tłuszcza krymskiego i nogańskiego Tatarstwa wpadła na wiosnę roku 1624 pod srogim łupieżcą Kantemirem* w południowe granice Polski i zagnawszy się aż po ostatnie miedze Ziemi Przemyskiej, aż poza Sanok i Krosno, zniszczyła wszystko pożogą i rozbojem. Chwytali Tatarzy dzieci obojga płci. W tym czasie zniszczył Kantemir i Mrzygłód, z nim poszła z dymem Grabownica, [Dydnia], Jaćmierz, Zarszyn, Strachocina. Mrzygłód spalono w oktawę św. Jana Chrzciciela, między 24 czerwca a 1 lipca. Klęska ta nie minęła kościoła, że był murowany, spłonął dach i wiązania. Kantemira wataha ciągnęła się na trzy mile, a składała się z teleg i koni. Pod Martynowem na Pokuciu pobił hetman Koniecpolski i [rozbił] cały pochód. Kantemir trzy razy postrzelony, uszedł. Dzieci zabrane z naszej okolicy sprowadzono do Halicza i Lwowa, a matki tamtejsze rozebrały je między siebie. Smutny obraz przedstawiało miasto po tym napadzie: miasteczko i kościół zniszczone, większa część mieszczan popadła w niewolę, wielu wyginęło, inni rozproszyli się po innych osadach. Części zebranej po pogromie starosta pomógł do odbudowania nowych domów. Lustratorowie w trzy lata później, tj. w 1627 roku zastali tylko 44 mieszczan, każdy oddawał do skarbu na Boże Narodzenie i na Wielkanoc po pół korca owsa, po 2 kopy i 12 jaj i kwartę jagieł. Cały dochód z palenia gorzałki przyniósł miastu 3 zł 18 gr.
Wojny szwedzkie zniszczyły miasto powtórnie. Lustracja z 1665 roku zastała już tylko kilka niskich chałup, w których mieszkało 20 gospodarzy. Dla podniesienia uwolniono mieszkańców od podatku.
Niewiele to pomogło, bo znowu wylewy szerokie zniszczyły całą nizinę.
W wieku XVII mamy do zanotowania jeszcze jedną łupież. We wrześniu chan krymski uderzył poza Przemyśl, aż na pogórze sanockie. Na sześćdziesięciotysięczną armię uderzył hetman Jan Sobieski z dwoma i pół tysiącami wojska kwarcianego, bo pospolite ruszenie pomału wyruszało. Odbił jeńców spod Przemyśla, Jarosławia pod Niemirowem, a pod Komarnem napadł na sułtana Muradyna i odbił około 40.000 jeńców szlacheckich i nieszlacheckich z okolic Sanoka i Krosna.
Wzmiankował on o dość częstych powodziach. Tak, gdy starostą mrzygłodzkim był Ignacy z Hyrowa Romer, a więc w roku 1758, czytamy w lustracji z tego roku, że San tak dalece wylał i zniszczył wszystko, że tylko jeden dom, kościół, dwór i cerkiew pozostały na miejscu.
Rok 1710 przynosi nam spalenie całego Mrzygłodu przez Grudzińskiego.
Ledwie się miasto odbudowało znów w roku 1745 pożar ponownie niszczy, a w płomieniach nieszczęsnego miasteczka znajduje śmierć Kazimierz Biegański.
W roku 1801, 21 kwietnia, według zapisku w metryce na końcowych kartach, x. Gracjan Piątkowski umieszcza notatkę pod napisem pro futura notitia tj. ku pamięci przyszłym: "Dnia tego około północy zaczęło się palić koło plebani. Podłożony ogień przez Antoniego B... mieszczanina. Zbyt surowy wyrok sądów miejskich za kradzież świecy u Żyda propinatora był przyczyną tej zbrodni. Podpalił u Macieja Rocznikowskiego, pisarza miejskiego. Ogień podszedł pod kościół, spaliła się dzwonnica z dwoma dużymi dzwonami o miłym dźwięku. Spaliła się większa i piękniejsza część miasteczka nad Sanem, czterdzieści cztery domy. Andrzej Stachowski, advocatus, tj. burmistrz, za którego się to stało, musiał ustąpić. Sprawcę pożaru należycie ochłostano i oddano do wojska.
I znowu ledwie się Mrzygłód odział w nową szatę, przychodzi, w roku 1828, powódź niebywała. Odrywa 1173 sążnie pola nad Sanem. A na rynku, jak zaznacza x. Krausowicz, ryby łowiono.
Ostatnie klęski dotknęły Mrzygłód, mianowicie po roku 1855 - pożar całego miasteczka. Pożar posady mrzygłodzkiej w roku 1893 i po roku 1893 - powódź. Powódź nagła, wśród ciemnej nocy to prawdziwa tragedia. Woda płynąca ulicami i rynkiem szumi pod progiem śpiących domowników. Huk straszny budzi ze snu. Ciemno na dworze, a tu trzeba się ratować. Krzyk, nawoływanie, ryk bydła wypędzanego, płacz dzieci - oto groza położenia odczuta w całości tylko przez tego, który był tego świadkiem.
*
Kantymirem Murzą, zwanym też chanem Temirem albo Krwawym Mieczem. [od admina - A.K.]
Komentarze mogą być dodawane tylko przez zalogowanych użytkowników. |